MONOLOG PANNY MŁODEJ

To tak. Chciałabym mieć taką sukienkę. Jak z bajek disneja. Wielką, z taką wielką..., to się krynolina nazywa. To jest takie koło druciane. Krynolina, na której stoi cała konstrukcja tej sukni. Ale chciałabym łatwo się w niej poruszać, bo ta halka jest ciężka, fiszbiny, koronki, to wszystko trochę waży. Tańczyć później ciężko, to jest ciężka ta suknia, więc... I ta suknia będzie taka odelżona trochę. Kopciuszkowa. Kopciuszkowa. Odelżona. Będzie gorset tutaj taki. Bo ja schudłam trochę do ślubu, więc no, trzeba jakoś wyglądać. A tu będzie mnóstwo, mnóstwo tiulu na tej właśnie halce, tak żeby to wyglądało jak kożuszek, obłoczek, obłoczek to jest dobre słowo. Obłoczek. A buty... I sukienka oczywiście będzie biała. A może ekri? Może ekri. A buty, buty? Nie chciałam białych butów, będą w innym kolorze niż sukienka. Bo teraz jest taka moda, żeby buty były z innej bajki, a potem, po ślubie, też będzie można je założyć. Jest taka tradycja, że panna młoda musi mieć coś starego, coś nowego, coś niebieskiego, coś pożyczonego, więc te buty będę miała niebieskie, w takim kolorze indygo, narzeczony będzie miał krawat, też w tym kolorze, garnitur taki sportowy, bo lato, gorąco, żadnych fraków z kamizelkami, tylko coś bardziej takiego fit, sportowego, z cienkim takim krawatem i poszetką. W butonierce taka chusteczka wystaje, trójkącik taki malutki, i to właśnie będzie w takim kolorze, i ja będę też miała kwiaty w takim kolorze, bo to przewodni nasz kolor. Niebieski. Może madżenta. Chcemy mieć taki fragment w filmie ślubnym, kiedy ja i narzeczony, siedząc w kościele, zaśpiewamy sobie po cichu aj łil olłejs law ju, a potem kamerzysta, podłoży pod film podkład tej piosenki łitni hjuston, hjustn i będzie to na płycie. Suknia, na górze: tu byłaby łódka i gołe plecy tak do połowy, takie tu pod szyję, a z tyłu łódka, do tego łańcuszek, coś małego, skromnego, coś może po babci, albo pożyczonego od kogoś, co ma historię. Co ma historię. Tak jest we wszystkich amerykańskich filmach. Suknia. Na górze: tu byłaby łódka i gołe plecy tak do połowy, takie tu pod szyję, a z tyłu łódka, do tego łańcuszek, Moja mama też miała pożyczony od koleżanki jakiś wisioreczek, i coś niebieskiego. To ja też bym tak chciała.

 

Już mi niosą suknie z welonem,

Już cyganie czekają z muzyką,

Koń do taktu zamiata ogonem,

Mendehlsonem stukają kopyta.

 

Już mi niosą suknie z welonem,

Już cyganie czekają z muzyką.

52 HERCE

To może coś o muchach. Muchy. Trzy/mam muchy. W pokoju. Przyszły to nie wyganiam. Niech sobie latają. Ja nie latam, to co mi przeszkadzają. Kiedyś przecież trzeba wyjść z kuchni. Inny świat zobaczyć. Raz wyszedłem. Na korytarz. Potem z korytarza do pokoju. Już trochę drogi było. Trasę zrobiłem. Chciałem muchę pogłaskać. Zaszedłem do pokoju. Nie dała się żadna. A trzy miałem. Zakradłem się. Szedłem do niej, a udawałem, że nie do niej, że w jej stronę, w tym kierunku w sensie, ale że niby obok, też cholera wyczuła i poleciała. I weź tu człowieku muchę oswój. Oswój jak oswój, ale pogłaszcz. A może ona wiedziała i uciekła, a może muchy mnie nie lubią, żeby je głaskać, a może się boją. Ludzie też się boją, to co taka mucha ma się nie bać. Nawet taka duża co jak bzyczy to za dwie bzyczy. I jak siądzie na tobie, to krew ci całą może wypić, a ja im mówię, i we trzy siadajcie, dla każdej wystarczy, tylko pogłaskać się dajcie. A one podlatują jak oczy zamknę. To zamykam. I niby nic. Rękę podnoszę, że niby się przewracam na lewy bok, powoli, żeby muchy nie spłoszyć, prawie czuję jej grzbiet i ta fru. A gdyby tak jedną muchę raz głasnąć. Kto nie lubi drapania po plecach? No, kto? Matka zawsze drapała, babka drapała, to mucha nie pamięta? Bo muchy też trzeba głaskać. Musze się nie należy, a należy się, jak każdemu z nas. Mucha plecy też ma. A plecy są do drapania. Po co bóg plecy stworzył? Do drapania. Umyć trudno, łatwo podrapać. Zagadka wyjaśniona. Drapmy plecy póki można. Drapmy plecy póki są. Raz się drapie plecy. Ręką swą drap lewą stronę pleców. Nogą swą prawą stronę pleców. Bo noga też może być do drapania. Nogi nie tylko do skakania. Nogi nie tylko do chodzenia. Nogami można stać, można wejść, nawet wyjść. A nawet zajść. Zaryzykuj. Bierz nogi i do dzieła. Weź nogi w swoje ręce. Gdy cię nogą gęś kopnie, weź tę samą nogę i jej oddaj. Nogi nie takie straszne jak je media malują. Ale weź wyjdź.  To wyszedłem. I rozmawiam. Jak tylko człowiek może rozmawiać z innym człowiekiem.

52 HERCE

Mogę papierosa?

 

ĆMA

Mam ostatnie dwa.

 

52 HERCE

Proszę.

 

ĆMA

Proszę.

 

52 HERCE

Masz ognia?

 

ĆMA

Wszystko w porządku?

 

52 HERCE

Tak, to znaczy, to znaczy tak, to znaczy... Miałem ostatnio..., przyśniło mi się coś idiotycznego. Znasz ten rodzaj snów, że niby sen, a wszystko jednak jest realne?

 

ĆMA

Nie śni mi się nic.

 

52 HERCE

No, no, no, dokładnie. I w tym śnie byłem na środku jeziora z moją dziewczyną i polonistką z podstawówki, byliśmy w wodzie, trzymaliśmy się jednego takiego nadmuchiwanego materaca, a na nim, na środku był talerz z parówkami. Jakiś bezsens. I w pewnym momencie, właśnie moja dziewczyna i moja polonistka zaczęły recytować witkacego. Myślę, spoko nie? Jak lubią, niech recytują. Czuję, że muszę też do nich dołączyć i wiesz, otwieram usta, ale nie mogę wypowiedzieć żadnego słowa. I czuję takie wielkie poczucie winy, patrzę, a te parówki rosną, są coraz większe, już są na pół materaca i zaczynają pękać, jedna parówka uderza w moją dziewczynę, druga w polonistkę, one znikają, a trzecia parówka strzela we mnie i taki odłamek wbija mi się w plecy. I wtedy się obudziłem.

 

 

ĆMA

Acha. No, sły są niezne. Sny są niezłe. Słuchaj, śpieszę się, niech papieros pójdzie ci na zdrowie, będę leciał.

 

52 HERCE

Spoko, spoko, dopalimy i idziemy. Ale rozumiesz?

 

ĆMA

No, rzeczywiście, kurde, ale sen, co nie?

 

52 HERCE

Co nie.

 

ĆMA

No.

 

52 HERCE

No.

 

ĆMA

No, ale co?

 

52 HERCE

Tyle lat kochałem swoje ciało, dbałem o nie, pielęgnowałem, zabierałem na wakacje, kładłem spać, dotykałem, przytulałem, karmiłem, leczyłem, od dziecka patrzyłem jak rośnie, jak stawia pierwsze kroki, jak wypowiedziało pierwsze słowo “pipi, pipi”. To było “pipi”. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, a teraz ono mnie zdradziło. Pozwoliło, żeby kawałek tej parówki wbił się we mnie. Spójrz na plecy. Widzisz?

 

ĆMA

Gdzie?

 

52 HERCE

Tutaj.

 

ĆMA

Jest blizna.

 

52 HERCE

Ciało wchłonęło

 

ĆMA

Oj, jak wchłonęło, to już wszystko na pewno w porządku. Ludzie jedzą parówki i żyją.

 

52 HERCE

Ciało wchłonęło, ale nie wie co wchłonęło. Coś się stało z moim ciałem, jest mi teraz nieposłuszne.

 

52 HERCE łapie Ćmę za ręce.

 

52 HERCE

Puśćcie go.

 

ĆMA

Puśćcie mnie.

 

52 HERCE

Widzisz, nie puszczają.

 

ĆMA

Dobre ręce, ładne ręce, puśćcie mnie proszę.

 

Puszczają.

 

52 HERCE

Nie ruszaj się, bo znów mogą zaatakować. Spróbuję odejść.

 

ĆMA próbuje uciec. 52 HERCE łapie Ćmę za ręce.

 

52 HERCE

Znowu. Mówiłem, żebyś się nie ruszał.

 

ĆMA

Dobra, nie ruszam się, tylko puść już.

 

52 HERCE

To nie ja. To rękoczyny. Puśćcie go.

 

ĆMA

Puśćcie mnie.

 

52 HERCE

Puśćcie go.

 

ĆMA

Puśćcie mnie.

 

52 HERCE

Nie wiem, może zmieńmy temat, może jak zaczniemy rozmawiać o czymś innym to...

 

ĆMA

No dobra.

 

52 HERCE

No to co?

 

ĆMA

Kurcze, ale dziś pogoda, nie?

 

52 HERCE

No, ale pogoda, no.

 

ĆMA

Słoneczko wyszło zza chmurki i potem schowało się za górki.

 

52 HERCE zakłada mu nogę na biodro.

 

 

ĆMA

Dość tego, zaraz zacznę krzyczeć, zostaw mnie...

 

52 HERCE zakłada mu drugą nogę na drugie biodro, zawiesza się na nim.

 

52 HERCE

Ty mnie tu nie strasz.

 

ĆMA

Nie, nie, przepraszam, wydurniam się. A słuchaj, a może po prostu spróbujesz ze mnie zejść?

 

52 HERCE

Spróbuję.

 

52 HERCE schodzi z Ćmy, stawia jedną nogę na ziemi, drugą nogę, zabiera ręce. Zszedł.

 

52 HERCE

O. To ja już będę leciał.

 

ĆMA

No to leć.

 

52 HERCE

Dzięki za fajkę, trzymaj się, cześć.

 

ĆMA

Cześć.

 

52 HERCE odchodzi.

52 HERCE

Chodź. Muza leci. Kwiatki kwitną. Matka katoliczka. Wszystko gra. Tak się mówi? Nie wiem. Chodź. Wciągniemy, pójdziemy do kościoła, ksiądz odpuści. Tak się mówi? Nie wiem. Serce mam. Chuja mam. Nogi latają. Chodź. Życie przed nami. Czekaj. Mordeczki jadą. Mówiłem, żeby nie przyjeżdżali. A kwiatki kwitną. Dawaj zdjęcia. Fajne. Ale te nogi. Chuj. Mam przecież wyobraźnię. Miała matka syna. Syna jedynego. Nogi ładne. Chuj. Chodź. Dobre nogi. Muza leci. Audica jedzie. Nie wysypałem. Chodź. Pomodlimy się. I będzie. Sadziłem drzewo. Urośnie. Siedzę na kiblu. This moment changes everything. Chodź. Czuję, że to jest to. Miłość. Ha. Pedziałem to. Miłość. Jak chcesz? Jak lubisz? W majtkach. Dobra. Będzie w majtkach. Dobre. Może nawet dobre. Muzę zmienię i będzie. Stoi. Właśnie, że stoi. Wszystko stoi. Sama nie stoisz. Czekaj. Litania do najświętszego serca jezusowego. Jest kinga. Była cicha i pięknaaaaaaa. Kto dłużej wytrzyma na majówce, kto dłużej przeciągnie. Jak wiosnaaaaaa. Wiooosnaaaaaaa. Kinga chyba dziesięć lat później będzie prostytutką. Tak się to toczy. Ja nie jestem prostytutką. Moj współlokator jest z Łodzi. W Łodzi mieszkają fajni ludzie. Ale on kupuję kaczkę dla psa. Podejrzane. Nie pracuje, a kaczka jest. To znaczy pracuje. W nocy na inwentaryzację chodzi. Siedzi i pika. Tak mówi. Kejt kochał. Z jukeja. Była dla niego dobra. Ale widzieli się tylko tydzień. Więcej nie mogli. Wszystko się skomplikowało. Kinga chciała więcej. Nie wiedziała jak. Cieszyła się jak ulice zrobili. Mówiła, że to autostrada. Dobrze chciała. Dobre serce miała. A może jest już świętą, a ja nie wiem. A mówią tylko, że się puszcza. Nie wiem, ten z Łodzi też się puszczał. W mieszkaniu. Nie mieszkał sam. Z innymi. Im nie powiedział. A się tam puszczał. Potem go wyrzucili. I jego psa. Pies był fajny. Ale z Łodzi. Wiadomo. Bieda. Bieda jest wszędzie. Nie był jakiś piękny, miał wielkiego, świat leci na centymetry. Chodź. Muza leci. Kwiatki kwitną. Matka katoliczką. Na ślub nie przynoście kwiatków. Muza leci. Kwiatki kwitną. Pięćset plus. Kupimy wódkę i mefedron. Miasto się zabawi. Tak się kiedyś mówiło. Tak będzie. A potem zemrzemy, czy tez umrzemy od tego niedomiaru, nadmiaru, tak się nie mówi, ale gdyby ktoś za mnie mądrzejszy może powiedział, to może właśnie tak. Chodź. Założymy te same swetry. Wsiądziemy w hjundaja i pojedziemy do Gorzowa. Tam nas pobłogosławi chrystus ze Świebodzina i pójdziemy do supermarketu. Pod tym chrystusem. Kupimy łyżwy w biedronce i pod pałacem kultury wygramy jak oni jeżdżą. Ten od borysława chrobrego powie nam dobrze i możemy umrzeć. Pochowają nas na Wawelu, bo gdzie? Dobrymi Polakami byliśmy przecież. Na wszystko zarobiliśmy już za 12 za godzinę. Świat jest nasz. Nie będziemy czekać na tarczę w słupsku. Nasze dzieci nie będą się w bałtyku topić. Nie napromieniuje ich amerykańska wolność. Nie będziemy współczuć dżonowi, co jego siostra ma raka, a wiedziała, gdzie się rodziła. Pokutuje teraz za grzechy kolonizatorów. Ojców. Matek. Za dużo chcieli. Muza leci. Kwiatki kwitną. Matka katoliczka. Raka miała. Ale z niego wyszła. Bo Polka była. Katoliczka. A jezus Polakiem był. Widziałem dziadka. Stary był. Drugi dziadek powiedział mu, że jezus żydem był. Nie uwierzył. Nie wiem czy myślał, że Polakiem był, czy kimś, nie żydem. Ale nie wierzył. Oburzył się, powiedział, że jego matka podczas wojny umarła. ONA wierząca była. To jezus żydem być nie mógł. Matka wierzyła. Kwiatki kwitły. Matka katoliczka. I wszystko grało. To jezus żydem być nie mógł, a ten ten to od borysława chrobrego ponoć jest. I może jest. Daj mu panie boże. Pewnie wszyscy jesteśmy, ale tym dziwnym ognia też trzeba dać. Grzeczni byli. Na bułkę dali. To im ognia nie dam? Miałem zapałki, parę im dałem. Nie zbiedniałem. Muzę włączyli, kwiatki zakwitły, matka katoliczką była. Roleta się zepsuła. Nie wezwę hydraulika. Pomodlę się. Może się naprawi. Muzykę włączę, pośpiewam, jezus Polski królem. Kwiatki zakwitną. Rytm chyba straciłem. Boże coś Polskę, wybacz. Nie rzucim ziemi. Śmierć wrogom ojczyzny. Kebab bez sosu był. Ciapaci do syrii. Niby mówili, że oni na dni młodzieży z argentyny, ale ja widziałem, koledzy też. Ciapaci byli. Cia. Pa. Ci. Wiadomo. Bez sosu. Koktajl mołotowa zrobiliśmy i śdm im pokazaliśmy. I wtedy matka boska nam się objawiła. Pod Częstochową wtedy byliśmy. Zapłakaliśmy. Takie grochy z oczu poleciały. A ona powiedziała, wszystkich ciapatych bez sosu wybijcie. Jezus Polakiem był. I na Polaków tylko w niebie czeka. To pobiegliśmy na zbawiciela plac, tęczę spaliliśmy i kościół obok, w trzy dni kościół święty odbudowaliśmy. Na nowo. Bez pedalstwa. Polski. Narodowy. Teraz każdy Polak tam pójść może, a słowo ciałem się stało i zamieszkało między nami. Bóg. Honor. Polszczyzna. I my wiemy jak to jest. My wiemy, że prawda to jest nasza prawda, i że ta prawda to prawdziwa jest, bo taka prawda tylko nasza być może, bo my wiemy jak życie trudne jest. To my wiemy. A co nam nie powiedzą to my wiemy, bo my przeżyliśmy, to wiemy. I my pod każdym komisariatem piwo wypiliśmy, za wolność naszą i waszą. I bohaterów my znamy. Od borysława. Muzę włączymy, kwiatki zakwitną. Matka katoliczka. Dobry jeżu, a nasz panie. Zielona karta, w ameryce spoczywanie.